Posts Tagged ‘poezja’

wśród całego zła świata/ jest też takie dobro/źe nawet ciemność bywa błogosławiona

[Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień]

Reklamy

deszcz, deszcz i dużo więcej:

A jeżeli dotknięty został aż taką samotnością, niechże odejdzie i złoży na ołtarzu maskę i buławę wodza!

Gąbką i żółcią nawilżałem rany starego drzewa dźwigającego łańcuchy ziemi.

„Miałem, o tak, miałem powołanie życia z dala od ludzi, a oto Deszcze…”

________________________

Saint-John Perse – Anabaza

Poezja, jak ją wolno rozumieć za Ko Unem, nie jest sztuką układania wierszy. Jest raczej więzią ontyczną, wewnętrznym życiem rzeczy. Toteż poezji właściwie się nie tworzy, tylko w niej uczestniczy – pod warunkiem, że potrafi się zejść świadomością na fundamentalny poziom istnienia (poziom elementarnych dharm, jak powiedziałby buddysta), gdzie wszystko, co jest, wchodzi z sobą w przedziwny, magnetyczny związek, a związek ten jest wcześniejszy niż ludzka arbitralność i władza, niż nasze światopoglądy, uprzedzenia, racje i decyzje. Buddyści nazywają tę pierwotną więź Umysłem albo „nienarodzonym sercem Buddy”, taoiści Drogą, współczesna zaś fizyka mówi o „najgłębszej, nieprzemiennej i nielokalnej warstwie rzeczywistości, w której załamują się tradycyjne pojęcia czasu i przestrzeni, a wszystko, co się w niej dzieje, zachodzi „wszędzie” i „równocześnie” (Michał Heller). Tam, „w tej cichej, cichej ciszy” mieszka Ko Un, tam jest jego dom.

ze wstępu  Mieczysława Godynia

Jest to o śnieniu, które nie jest snem, tylko fundamentalnym poziomem istnienia, gdzie wszystko, co jest, wchodzi ze sobą w przedziwny, magnetyczny związek.

______________________________________________________

Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień

ostrożnie z tym twoim
wierszem – jak widzisz
połyka on słowa
i przerabia w nic
a co będzie jak zacznie
zjadać swoje?

ten dzień spędzony u ciebie
na słomianych matach
z imbrykiem i poezją
już dawno wypity
i wysikany

nie dało się pochwycić
twego skoku
którym znalazłeś się
nagle w bliskości
obłoków i śnieżnych szczytów
sześć tysięcy stóp nad
tym co jest pod

nie dało się uchwycić
czyichś myśli
czyimiś myślami
którymi się nie jest
w bliskości świętych
sześć tysięcy oddechów nad
tym co jest

________________________

Piotr Ornoch – Łaska cynamonu

[ta książka jest jeszcze możliwa do kupienia w Instytucie Marpy, kto chce, może zostawić w komentarzu wiadomość i adres mailowy, otrzyma dokładne dane]

chciałam przypomnieć sobie śpiącą, śniącą kobietę i pyłek wierzbowy, który po przyśnieniu wnika do środka… ale to było już za dawno, za daleko…

przeczytałam co innego, przeczytałam wiersz, który pojawił się w tym właśnie miejscu:

dokąd odchodzą poeci po swych ostatnich kropkach?
tułają się po swych ogrodach wiecznej pamięci?
wzlatują w te z dawna wyśnione dziedziny?
spotykają swych mistrzów przy zadymionych niebiańskich dysputach?
co do mnie myślę że raczej wyrychtowano im
specjalny czyściec dedykowany…
tam
pierze się ich z marzeń i wyskrobuje z metafor
przycina się peryfrazy i wygładza hiperbole
przeciera paradoksy i przyczesuje epitety

tak ślicznie i starannie oporządzeni
mogą już wracać do ludzi…

_____________________

Piotr Ornoch – Łaska cynamonu