Posts Tagged ‘sny’

Spotkało mnie dziwne, nieduże zrządzenie i biorę to za znak, chociaż nie wiem dokładnie jaki, bo znaki co prawda są drogowskazami, ale przecież nie drogą. Najbardziej przemawia do mnie droga okruchów z bajki, chociaż te okruchy w jakiejś wersji były zjadane przez ptaki i zostawał do obejścia cały las. Okruchy snów nie są jednak zjadane. W ostatnich snach sprzątanie, pusty dom, na podłodze resztki sznurków i paprochy, a dziś kurs ciągłości snów, zauważania drobnych wydarzeń i wklejania tych wydarzeń do białych albumów o twardych kartkach, aby łatwiej było widzieć, jak uchwytny jest to proces i jak nieprzerwany. Do tego ulubiona posadzka snów, yin i yang, w biało-czarną szachownicę. Dopiero teraz przypomniałam sobie ten sen, kiedy przez dwie godziny robiłam w jawie coś na rzecz ciągłości.

[markiza zawsze wychodzi o piątej]

Reklamy

jeszcze nie ośmieliłam się w śnieniu świata spisać snów o świecie, tam też jest świat, o czym wszyscy wiedzą, ale traktuje się go jak pustkę bez treści życia: tak nie jest.

absolutorium dla snów było już dawno, pierwszy ślad w Praobrazach:

W miejscu gęstej, słonecznej zieleni,
w tajemniczym zakątku ciemnym i jasnym równocześnie,
czekamy, aż otworzy się przejście.
Żelazna krata z wąskimi strugami rdzy trochę skrzypi.
Wewnątrz miejsce zawiera gabinet, siłownię, pracownię,
szarą, miękko wyłożoną klatkę.
Coś się tutaj odbywało i przestało?
Wyścig szczurów?
Seminarium pod nazwą „Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś”?
Demonstracje przypadków, omawianie prac, prac opartych na faktach?
Przechodzi profesorka w białym fartuchu.
Mówi, że następnym razem mogłabym już przynieść
do przejrzenia swoje „Absolutorium dla snów”,
bo najprawdopodobniej dość dużo napisałam,
ale mówię: nie, to dla mnie za wcześnie, jeszcze nie czas.
Profesorka wychodzi, zamyka za sobą drzwi.
Wtedy myślę, że jesteśmy we śnie,
a w snach wiedzę ma kto inny niż ja.

Teraz czas na sny o świecie.

coś w śnieniu świata porusza się i zmienia.
nie piszę tu, a nieznane osoby znajdują stronę na fejsbuku.
muszę to zauważyć.
świat przestał mówić: jestem niewidzialny, niewidzialny.
przedostaje się.
powinnam napisać o papudze pana Flauberta, a właściwie dwu papugach, aby dać dobry przykład tego, co jest śnieniem, na razie zostawię to tak: nie ma jednej definicji,
możliwe, że w ogóle obejdzie się bez definicji, śnienie wydaje się porozrywane,
popękane, może jest powód do niepokoju o śnienie, o gęstość śnienia
w tym pasmie czasowym, w jakim się znajdujemy,
śniło mi się dziś, że ktoś zostawił klucze w drzwiach.

Wzięłam sobie do serca to, co mówił Jung o drogocennej księdze,  drobne drogocenne fragmenty zebrałam już dawno temu, ale nie są księgą. Zastanawiam się, czy uda mi się zgromadzić te drogocenności w jednym miejscu. Na początek opisałam sen o C.G. Jungu, od którego zaczyna się wiele myśli:

Przyśnił mi się Carl Gustav Jung i jego współpracownicy rozdający substancję psychoaktywną do wypicia na placu przed odrestaurowanym cesarsko-królewskim dworcem kolejowym.  Udział w tym eksperymencie wzięłam ze względu na swoje nieprzemyślane proroctwa, za które czuję winę nieumyślną, bo jednak, dotykając świata zjawisk, mogły coś przywołać.  Carl Gustav Jung  w swoim eksperymencie potwierdzał hipotezę o prawdziwej naturze rzeczywistości, zgodną z powszechną intuicją i niezgodną z idiosynkratycznym światopoglądem nauki obiektywnej. Osoby badane, wypijające substancję, opowiadały o swoich wizjach i przeżyciach, w których rzeczywistość okazywała się bezkresnym polem świadomości. Nie ukazywała swego drugiego dna, nie miała drugiego dna, w rzeczywistości nic się przed nami nie kryje, ale rozwarstwia się na mnóstwo form, które stapiają się ze sobą i natychmiast roztapiają. Rozum i logika przyczynowo-skutkowa nie pomagają tego pojąć. Cienie ukazują się na równych prawach obok rzeczy widzianych jako części rzeczywistości twardej, natychmiast zalewa je zresztą fala innych form w ich niekończących się przemianach. Powstają i znikają. Przypominają to, co dzieje się w „Upaniszadach” i innych przykładach widzeń literackich. Kształty przez chwilę dostępne widzeniu, rozpuszczają się lub obracają w coś innego, bo dotknięcie rzeczy wzrokiem otwiera je na bezgraniczną niepewność, żelazne belki w wiązaniach dachu dworca rozrzedzają się do najcieńszych ażurów, odpowiada im wielość warstw fioletów i echo równoczesne z ludzką mową, przy czym nikt nie mówi pojedynczym głosem. Podobne zjawiska obserwowane są też po drugiej stronie dworca, na peronach. Carl Gustav Jung spodziewał się tego. Taka właśnie jest rzeczywistość, pełna cieni i warstw, wypełniona ruchem, pod wpływem którego ściany wagonów stają się przezroczyste, a powierzchnie rozciągają się poza brzegi. Eksperyment powtarzano, substancja psychoaktywna była niedobra w smaku, a każde wypowiedziane słowo momentalnie nabierało wielu równoważnych znaczeń. Za każdym razem dźwięczało inaczej pod jasnofioletową błoną coraz bardziej rozciąganą, zwaną niebem rzeczywistości uzgodnionej. Nic nie było pojedyncze. Należymy do czegoś większego niż własne życie i osobista śmierć, przeciskamy się na świat przez szczeliny, wysuwamy się z szuflad, pochłania nas powietrze, nasze głosy są falą i podźwiękiem wielu innych głosów. Jung stał na peronie w swojej zwykłej, znanej z fotografii tweedowej marynarce i cieszył się, że własnymi oczami przenikamy zasłonę niewiedzy w środowisku naturalnym.

 

Minus 9 celsjuszy. Bez śniegu. Łapię pierwsze śnienie pierwszego dnia roku. Krzywo stoją samochody, jeden ma otwarty dach. Słońce blade. Wydostaje się zza siódmej góry, z zaczarowanego życia. Na fejsbuku zostały po nocy piosenki dziwne, w tym oryginalne nagranie „Córki grabarza” z 1973r dla radiowej Trójki jako  historia smutnej i nieszczęśliwej miłości,  Breakout, 1971, że coś się stało kwiatom.

A ludziom. Ludzie wybierają się w tej chwili na Skałę Czarownic,  która naprawdę gdzieś jest. Inni w Indiach. Pokazują ocean i palmy. Jest też stare zdjęcie stamtąd PsiZęba, które wpadło mi do pamięci razem ze „Szklanym sercem” Herzoga i odtąd są razem. Dzieje się to jeszcze na płaskiej ziemi, jestem na płaskiej ziemi,  światła tu dużo więcej, a ktoś obiecuje sobie na Nowy Rok, że nie będzie już otrząsać  się z nieszczęść,  że uzna je za pełnoprawną część swego życia, a wtedy będą one mogły zacząć się rozpuszczać. Nie znika nic uznanego za niebyłe.  Zniknąć może tylko to, co jest. Nigdy więcej otrząsania się.

szklane serce@ PsiZąb

Ktoś przepowiadał sobie o równej północy wiersze Rilkego,  są tu >>

Śniło mi się, że prywatny dom otwierał się na coraz więcej pustych pokoi jak w „Pożegnaniu z Afryką”, można było gubić się i znajdować. Chłodne, jasne labirynty otwarte na widok.

Wylosowałam heksagram 34; 5 na 43.

Zajrzę tu za rok i porównam myśli.

napisałam to 18.09.2012 o godz. 22:12, cały czas przebywał tu ten zapisek, dziś go odnalazłam, bo śniła mi się właśnie historia zwana we śnie „niewinna morderczyni i inne mataczenia”. zaczynają mi się śnić czytane książki, tę akurat zupełnie zapomniałam. przywracam do myśli. ona jest w dodatku o śnieniu, jak je widzi ktoś inny.

nie tak dawno śnił mi się „Krótki list na długie pożegnanie” i przeczytałam go na nowo, sen miał skutki prorocze, chociaż co do snów nie nadużywam słowa proroctwo.

pozwalam sobie czytać co popadnie, bez zamiaru, i  potem to pozostaje, jak się okazuje, nie tylko w blogu.

________________________________

Wierzę, że on naprawdę chciał wyrazić mniej więcej to, co też kiedyś przeczytałam: że Kubla Chan w XIII wieku miał sen o pałacu, a potem zbudował taki pałac, jaki widział we śnie.  To jeszcze nic, bo przeczytaliśmy też, że w XVIII wieku angielski poeta Coleridge, który nie wiedział o tamtym śnie mongolskiego chana, wziął kiedyś środek nasenny i miał sen o wierszu opisującym ów pałac, i obudził się pewien, że ułożył lub „odebrał” wiersz składający się z około trzystu wersów, które pamiętał z osobliwą jasnością  i z których pięćdziesiąt zdołał zapisać – utwór ten nosi tytuł „Kubla Chan, czyli widzenie we śnie”, pięćdziesiąt wersów, bo reszta przepadła w z powodu nieoczekiwanego gościa.

Dalej jest o męczarni wykorzystywania resztek snu, własnego snu samego Vila-Matasa, bardzo doceniam takie męczarnie, które on nazywa rekonstrukcją i zniekształceniem, to też jeszcze nic, to się chcąc niechcąc zawsze odbywa. Ale nagle występuje zdanie o tym, po co czy dlaczego te wszystkie mataczenia: ponieważsen należy uznać za przeżycie, sny przenikają do naszej codziennej rzeczywistości, a nawet pomagają nam nią manipulować…

Przejmuje mnie to. Jest to książka o pisaniu książki „Światła morderczyni”, okazuje się w końcu, że całą książkę pisze się po to , aby umieścić w niej jeden jedyny wiersz, ostatni jaki napisał w życiu i jedyny, jaki opublikował.  To się też zdarza, Borges mówi, że Dante napisał „Boską Komedię”, aby mieć gdzie mówić o Beatrycze. Ale dalej jest coraz smutniej. Jest coś naprawdę  z prawdziwości. Dzisiaj  uważam, że „Światła morderczyni” była przede wszystkim pożegnaniem z poezją. Ukrytym tematem książki byłaby zatem głucha młodzieńcza rozpacz kogoś, kto rozstał się z poezją, by popaść w banał prozy. Chyba tak właśnie było.  W tym miejscu łatwo się zapomina o ironii, o której wcześniej było tutaj >>

________________________________

Enrique Vila-Matas – Paryż nigdy nie ma końca

Jung. data ur

mój sen o Jungu, który ciągle pamiętam >>

Przyśnił mi się na zakończenie snu, przemieszczał się z prawej strony do lewej, szybko, jakby chciał się z powrotem schować w nieświadomości.

Smok_złotyze strony wiedźmińskiej >>

Złote smokiuznawane są za legendarne, na całym globie żyje zaledwie kilku przedstawicieli tej odmiany. Znanym nam złotym smokiem jest Villentretenmerth (Borch Trzy Kawki). Stworzenia te potrafią dowolnie polimorfować. Jak większość smoków mogą używać magii, jednak zwykle są to zaklęcia pirokinetyczne i mentalne. Złoty smok ma dar telepatii. Złote smoki potrafią zionąć zarówno ogniem, jak i gorącą parą. Przeciętnie osiągają wielkość 20 metrów. […].

hm hm hm

W wikipedii jest bardzo dużo o smokach, na dobre i złe >>

PS. ponieważ ktoś mnie niedawno zinterpretował dosłownie jako jedną z kobiet moich snów, postanowiłam przy okazji pisania o śnieniu czasem dodawać, że owszem, wszystkie postacie moich snów są mną, ale w formie potencjalnej, która może się zrealizować albo nie, postacie ze snów nie mają nic wspólnego z tożsamością jawną, szkoda, że nie jestem smoczycą, raczej właśnie smoczej energii mi brak. i temu podobnie w przypadku wszystkich innych śnionych postaci.

Tydzień temu śniła mi się nauka tańców wojennych, a przecież  uczyłam się kiedyś w jawie tańców światowego pokoju.

Z dnia na dzień było coraz gorzej na Ukrainie, są zabici.

Sejm, przyjął przez aklamację uchwałę w sprawie sytuacji na Ukrainie z zapisem o możliwych sankcjach i wezwaniem do zaprzestania rozlewu krwi.

Ale też politycy PiS chcą jechać do Kijowa, dziś rano na Majdanie jest tak:

kijów 240114

wiadomości.gazeta.pl