pierwsze śnienie pierwszego dnia

Minus 9 celsjuszy. Bez śniegu. Łapię pierwsze śnienie pierwszego dnia roku. Krzywo stoją samochody, jeden ma otwarty dach. Słońce blade. Wydostaje się zza siódmej góry, z zaczarowanego życia. Na fejsbuku zostały po nocy piosenki dziwne, w tym oryginalne nagranie „Córki grabarza” z 1973r dla radiowej Trójki jako  historia smutnej i nieszczęśliwej miłości,  Breakout, 1971, że coś się stało kwiatom.

A ludziom. Ludzie wybierają się w tej chwili na Skałę Czarownic,  która naprawdę gdzieś jest. Inni w Indiach. Pokazują ocean i palmy. Jest też stare zdjęcie stamtąd PsiZęba, które wpadło mi do pamięci razem ze „Szklanym sercem” Herzoga i odtąd są razem. Dzieje się to jeszcze na płaskiej ziemi, jestem na płaskiej ziemi,  światła tu dużo więcej, a ktoś obiecuje sobie na Nowy Rok, że nie będzie już otrząsać  się z nieszczęść,  że uzna je za pełnoprawną część swego życia, a wtedy będą one mogły zacząć się rozpuszczać. Nie znika nic uznanego za niebyłe.  Zniknąć może tylko to, co jest. Nigdy więcej otrząsania się.

szklane serce@ PsiZąb

Ktoś przepowiadał sobie o równej północy wiersze Rilkego,  są tu >>

Śniło mi się, że prywatny dom otwierał się na coraz więcej pustych pokoi jak w „Pożegnaniu z Afryką”, można było gubić się i znajdować. Chłodne, jasne labirynty otwarte na widok.

Wylosowałam heksagram 34; 5 na 43.

Zajrzę tu za rok i porównam myśli.

Reklamy

światła morderczyni i inne mataczenia

napisałam to 18.09.2012 o godz. 22:12, cały czas przebywał tu ten zapisek, dziś go odnalazłam, bo śniła mi się właśnie historia zwana we śnie „niewinna morderczyni i inne mataczenia”. zaczynają mi się śnić czytane książki, tę akurat zupełnie zapomniałam. przywracam do myśli. ona jest w dodatku o śnieniu, jak je widzi ktoś inny.

nie tak dawno śnił mi się „Krótki list na długie pożegnanie” i przeczytałam go na nowo, sen miał skutki prorocze, chociaż co do snów nie nadużywam słowa proroctwo.

pozwalam sobie czytać co popadnie, bez zamiaru, i  potem to pozostaje, jak się okazuje, nie tylko w blogu.

________________________________

Wierzę, że on naprawdę chciał wyrazić mniej więcej to, co też kiedyś przeczytałam: że Kubla Chan w XIII wieku miał sen o pałacu, a potem zbudował taki pałac, jaki widział we śnie.  To jeszcze nic, bo przeczytaliśmy też, że w XVIII wieku angielski poeta Coleridge, który nie wiedział o tamtym śnie mongolskiego chana, wziął kiedyś środek nasenny i miał sen o wierszu opisującym ów pałac, i obudził się pewien, że ułożył lub „odebrał” wiersz składający się z około trzystu wersów, które pamiętał z osobliwą jasnością  i z których pięćdziesiąt zdołał zapisać – utwór ten nosi tytuł „Kubla Chan, czyli widzenie we śnie”, pięćdziesiąt wersów, bo reszta przepadła w z powodu nieoczekiwanego gościa.

Dalej jest o męczarni wykorzystywania resztek snu, własnego snu samego Vila-Matasa, bardzo doceniam takie męczarnie, które on nazywa rekonstrukcją i zniekształceniem, to też jeszcze nic, to się chcąc niechcąc zawsze odbywa. Ale nagle występuje zdanie o tym, po co czy dlaczego te wszystkie mataczenia: ponieważsen należy uznać za przeżycie, sny przenikają do naszej codziennej rzeczywistości, a nawet pomagają nam nią manipulować…

Przejmuje mnie to. Jest to książka o pisaniu książki „Światła morderczyni”, okazuje się w końcu, że całą książkę pisze się po to , aby umieścić w niej jeden jedyny wiersz, ostatni jaki napisał w życiu i jedyny, jaki opublikował.  To się też zdarza, Borges mówi, że Dante napisał „Boską Komedię”, aby mieć gdzie mówić o Beatrycze. Ale dalej jest coraz smutniej. Jest coś naprawdę  z prawdziwości. Dzisiaj  uważam, że „Światła morderczyni” była przede wszystkim pożegnaniem z poezją. Ukrytym tematem książki byłaby zatem głucha młodzieńcza rozpacz kogoś, kto rozstał się z poezją, by popaść w banał prozy. Chyba tak właśnie było.  W tym miejscu łatwo się zapomina o ironii, o której wcześniej było tutaj >>

________________________________

Enrique Vila-Matas – Paryż nigdy nie ma końca

złoty smok

Przyśnił mi się na zakończenie snu, przemieszczał się z prawej strony do lewej, szybko, jakby chciał się z powrotem schować w nieświadomości.

Smok_złotyze strony wiedźmińskiej >>

Złote smokiuznawane są za legendarne, na całym globie żyje zaledwie kilku przedstawicieli tej odmiany. Znanym nam złotym smokiem jest Villentretenmerth (Borch Trzy Kawki). Stworzenia te potrafią dowolnie polimorfować. Jak większość smoków mogą używać magii, jednak zwykle są to zaklęcia pirokinetyczne i mentalne. Złoty smok ma dar telepatii. Złote smoki potrafią zionąć zarówno ogniem, jak i gorącą parą. Przeciętnie osiągają wielkość 20 metrów. […].

hm hm hm

W wikipedii jest bardzo dużo o smokach, na dobre i złe >>

PS. ponieważ ktoś mnie niedawno zinterpretował dosłownie jako jedną z kobiet moich snów, postanowiłam przy okazji pisania o śnieniu czasem dodawać, że owszem, wszystkie postacie moich snów są mną, ale w formie potencjalnej, która może się zrealizować albo nie, postacie ze snów nie mają nic wspólnego z tożsamością jawną, szkoda, że nie jestem smoczycą, raczej właśnie smoczej energii mi brak. i temu podobnie w przypadku wszystkich innych śnionych postaci.

tańce wojenne, tańce pokoju

Tydzień temu śniła mi się nauka tańców wojennych, a przecież  uczyłam się kiedyś w jawie tańców światowego pokoju.

Z dnia na dzień było coraz gorzej na Ukrainie, są zabici.

Sejm, przyjął przez aklamację uchwałę w sprawie sytuacji na Ukrainie z zapisem o możliwych sankcjach i wezwaniem do zaprzestania rozlewu krwi.

Ale też politycy PiS chcą jechać do Kijowa, dziś rano na Majdanie jest tak:

kijów 240114

wiadomości.gazeta.pl

pierwsza rzecz

Nowy wzór losu na Nowy Rok: sen o Ukrainie, byłam tam, słyszałam śpiewy cerkiewne i mowy ciemne w zaułkach.  Kryło się tam coś z radości, na którą jeszcze nie czas, trzeba najpierw dać pięć kroków w przód. Notuję to jako pierwszą rzecz. Jeździły trolejbusy.

Dopisek z jawy:  Była zabawa sylwestrowa pod hasłem „Wystrzałowy Narodowy”, koło Stadionu Narodowego. Na jakieś 100 tys. osób.

Podczas trwającego ok. 15 minut pokazu odpalono 2500 bomb pirotechnicznych kulowych i cylindrycznych. Szerokość efektów na niebie obejmowała ok. 500 m.

Gdzieś przeczytałam twarde zdanie, że odpalanie bomb to buractwo.  Niech to zdanie też będzie zapisane.

więcej sztucznego nieba tutaj >>

tylko jedna jest taka noc

Przyśniła mi się właśnie  z melodią i refrenem, chociaż nie miałam pojęcia, że taka piosenka jest. Znalazłam wpisując wyniesiony ze snu refren: ustępuję snowi, słucham piosenki  wieczornej rano, to się chyba nazywa pastorałka, śniło mi się dużo melodii istniejących tylko  w czasie snu, ale nigdy dotąd żadna jawna, o której istnieniu nie wiedziałam:

nie zapamiętuję snów

Gorąco wielkie. O czwartej rano było w domu 29 stopni. Żaluzje muszą być zaciągnięte wszystkie. Drzewka szczęścia na noc wychodzą na balkon, na dzień wchodzą do domu.

Nie zapamiętuję snów, są tam jakieś nazwy, jakby sny próbowały porobić tagi dla swoich spraw, uporządkować ten rozpad.

Moje kontakty z ludźmi ograniczone są już zupełnie do ludzi wyczytanych, będących daleko, nieznanych za bardzo.

Myślę, gdzie są krainy niedostępne,  miasta niewidzialne, (Italo Calvino!!!), ludzie, którzy myślą o tym, co dla mnie ważne. Spis tych ważności mógłby być ciekawy, ale muszę dokonczyć to, co teraz robię, oni są w książkach, wielu tam spotkałam.

nie wszystkie poranki świata

Nie wszystkie poranki świata tak wyglądają, dopiero teraz robi się widno. Widność ta wygląda jak podczas częściowego zaćmienia Słońca. Może ocieramy się o śmierć cieplną wszechświata.  Minus 9 celsjuszów.  Niebo zdrętwiało, ma zimny, szary kolor w poprzeczne pasma jaśniejsze i ciemniejsze. Przeważają ciemniejsze, jaśniejsze są lekko podświetlone. W domu  przewagę nad ciepłem ma chłód, który idzie z jakiegoś miejsca w korytarzu.

Od dawna nie śniło mi się z domieszką fioletu. Fiolet snów dobrze znam. Może wchłonąć każdą ziemską, zwyczajną przyjemność, zabawę z kudłato zielonym psem, zieleń futra wyglądała na rozbieloną, sztuczną. Miałam zamiar jechać dalej, ten pies był w pokoju nauczycielskim mego liceum, nagle zmienił się w rozczochrane czarne stworzenie jeszcze bardziej brykające. Przyjechałam tu z czarnego miasta, w którym błyskały ostre wielkie światła wyłaniające się spod horyzontu; jakby się stamtąd uciekało. Tutaj psie zabawy, przerwa, gwar. Nagle światło. Za oknem nie czerń ale ciemny fiolet i lilioworóżowe światła,  wypuszczane przez wielkie reflektory zza horyzontu zdarzeń, strumienie światła piękne, ale obce. Zawsze zapowiadały coś.

Patrzę, że te dwa opisy są o światłach, sen i poranek oglądam tak samo.