Posts Tagged ‘taoistyczna wizja świata’

Blog ten będzie żył nadal, jeśli zaakceptuję nowy regulamin jego istnienia, czyli napiszę tu coś i będę to robić dalej. Chciałabym, aby blog żył nadal, przepisuję więc z książki, o której często myślę, fragment o jednym z najbardziej taoistycznych pojęć, czyli o niedziałaniu:

Tych, którzy myślą, że zdobędą świat
czyniąc mu coś,
widzę, jak źle kończą.
Bowiem świat jest rzeczą świętą.
Nic nie można mu uczynić.
Zrobić mu coś, to zniszczyć go.
Chwytać go, to go tracić.
Pod niebem jedne rzeczy prowadzą, inne podążają,
jedne promieniują gorącem, inne zimnem,
jedne są mocne, drugie słabe,
jedne są spełnione, inne nieudane.
Mądra dusza trzyma się z dala
od skrajności, od nadmiaru, wybryków.

____________________________

Tekst pochodzi z książki Lao-Tsy „Tao Te King czyli Księga Drogi”, którą „napisała na nowo Ursula K. Le Guin”

Ursula robi niekiedy notatki na dole strony, tym razem mówi: Dla Lao-Tsy „umiar we wszystkim” nie jest po prostu praktyczną radą. Utrata poczucia świętości świata to straszliwa strata. Narazić na szwank nasz świat nadmiarem chciwości i pomysłowości, to narażać na niebezpieczeństwo naszą własną świętość.

więcej: Tao Te King na nowo >>

Reklamy

wśród całego zła świata/ jest też takie dobro/źe nawet ciemność bywa błogosławiona

[Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień]

Poezja, jak ją wolno rozumieć za Ko Unem, nie jest sztuką układania wierszy. Jest raczej więzią ontyczną, wewnętrznym życiem rzeczy. Toteż poezji właściwie się nie tworzy, tylko w niej uczestniczy – pod warunkiem, że potrafi się zejść świadomością na fundamentalny poziom istnienia (poziom elementarnych dharm, jak powiedziałby buddysta), gdzie wszystko, co jest, wchodzi z sobą w przedziwny, magnetyczny związek, a związek ten jest wcześniejszy niż ludzka arbitralność i władza, niż nasze światopoglądy, uprzedzenia, racje i decyzje. Buddyści nazywają tę pierwotną więź Umysłem albo „nienarodzonym sercem Buddy”, taoiści Drogą, współczesna zaś fizyka mówi o „najgłębszej, nieprzemiennej i nielokalnej warstwie rzeczywistości, w której załamują się tradycyjne pojęcia czasu i przestrzeni, a wszystko, co się w niej dzieje, zachodzi „wszędzie” i „równocześnie” (Michał Heller). Tam, „w tej cichej, cichej ciszy” mieszka Ko Un, tam jest jego dom.

ze wstępu  Mieczysława Godynia

Jest to o śnieniu, które nie jest snem, tylko fundamentalnym poziomem istnienia, gdzie wszystko, co jest, wchodzi ze sobą w przedziwny, magnetyczny związek.

______________________________________________________

Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień

Rano o tym nie myślałam, ale pod wieczór zrobiło się uroczyście. Jest trochę ksiąg, do których zaglądam, otwieram je tam, gdzie chcą się otworzyć, jedną z nich jest I-Cing, Księga Przemian, otwieram ją teraz, potrzebuję jakiejś wskazówki, przepowiedni. Księga sama siebie przedstawia:

Święci mędrcy w pradawnych czasach stworzyli Księgę Przemian jak następuje:
Ich celem było zgłębić porządek prawa wewnętrznego i przeznaczenia. Dlatego określili tao niebios i nazwali je ciemnym i jasnym. Określili tao ziemi i nazwali je ustępliwym i stałym. Określili tao człowieka i nazwali je miłością i sprawiedliwością.
Połączyli owe trzy podstawowe siły i podwolili je; dlatego w Księdze Przemian na jeden znak zawsze składa się sześć linii.
Miejsca linii dzielą się na ciemne i jasne, na nich znowu występuję linie ustępliwe oraz stałe. Dlatego Księga Przemian ma sześć miejsc, tworzących układy linii.

________________________________

I-Cing, Księga Przemian, przekład i komentarz Richard Wilhelm

Może najciekawsza w tym wszystkim jest żelazna konsekwencja snów, piszę: snów, ale to skrót myślowy, mam na myśli całe śnienie.
Dzisiejszy sen nabazgrałam szyfrem porannym na papierze, widzę go jeszcze, widzę ciemność, płynną ciemność wydobywającą się zza parawanu czy prowizorycznej ścianki, wylosowałam potem heksagram 36 „zaciemnienie światła”, linia 3.
I ta fascynacja liniami, trigramami, szyfrogramami, labiryntami różnych porządków myśli, znów tu jest, i pasuje do przemożnych ciemności listopada, do lektury „Ragnhildy” Duuna, o której wspaniałości nie śmiem na razie nic napisać.