Posts Tagged ‘taoistyczna wizja świata’

Życie w otoczeniu nazbyt jasnych przedmiotów nie sprzyja na ogół dobremu samopoczuciu. Na Zachodzie ludzie posługują się sztućcami i naczyniami ze srebra, stali, cyny i czyszczą je do połysku. Nas to świecenie razi. Jeśli nawet zdarza się nam używać srebrnych czajniczków, czarek lub karafek do podgrzewania i podawania sake, nie czyścimy ich. Przeciwnie, doznajemy przyjemności dopiero na widok przedmiotu, który z czasem traci połysk i pokrywa się warstwą ciemnej, okopconej patyny.
(…)
Jeśli prawdę powiada aforyzm, że „piękne jest zimne”, to mamy także prawo określić piękne jako przybrudzone.
(…)
Uwielbiamy rzeczy naznaczone piętnem ludzkiego brudu, osmolone sadzą, plamy będące wynikiem działania czynników przyrody. Lubimy koloryt i połysk śladów przywołujących na myśl dawne zdarzenia, których są pamiątką. Przebywanie w wiekowych domostwach, pośród starych sprzętów w zadziwiający sposób przynosi nam spokój i koi nasze nerwy.

______________________________________

Jun’ichiro Tanizaki – Pochwała cienia

Reklamy
10 rocznica na WordPress.com
Twoja rocznica na WordPress.com! Wszystkiego najlepszego!
Zarejestrowałeś się na WordPress.com 10 lat temu.
Dziękujemy, że latasz z nami. Życzymy powodzenia w prowadzeniu bloga!
była wtedy olimpiada chińska pod hasłem one world, one dream, w niebezpieczeństwie takiego myślenia zrobiłam ten blog, tego samego dnia wybuchła wojna w Gruzji, a dokładnie w Osetii Południowej, teraz nazywana małą wojną, były igrzyska i była wojna, notowałam te równoczesne wydarzenia, a świat był coraz dalszy od wspólnego snu.
tych zapisków już tu nie ma, były czytane jak nienormalne sprawozdania z olimpiady w Pekinie, opatrzone zdjęciami z Gruzji.
resztę wydarzeń 2008r opisałam w „Praobrazach”, jest tam również parę zdań o tym:

W książce Jung Chang[1] czytam o Mandżurii po drugiej wojnie światowej, przechodzą tędy kolejno wojska japońskie, sowieckie, komuniści i Guomintang. Przy okazji dowiaduję się, że po chińsku jedność i okrągłość są tym samym. Zawołanie olimpiady pekińskiej brzmi: Jeden świat, jedno marzenie, a tego się boję. To pomysł spoza praw ducha i fizyki. Więcej o tym w „Tao Te King”. Jedność to nie jednakowość. Tam, gdzie są igrzyska, może być też wojna. I rzeczywiście, natychmiast wybucha wojna w Gruzji. Świat i ludzie, mówiła malarka paznokci, kiedy miała wszystkiego dość.

[1]  Jung Chang – Dzikie łabędzie

_______________________________________

Praobrazy

Blog ten będzie żył nadal, jeśli zaakceptuję nowy regulamin jego istnienia, czyli napiszę tu coś i będę to robić dalej. Chciałabym, aby blog żył nadal, przepisuję więc z książki, o której często myślę, fragment o jednym z najbardziej taoistycznych pojęć, czyli o niedziałaniu:

Tych, którzy myślą, że zdobędą świat
czyniąc mu coś,
widzę, jak źle kończą.
Bowiem świat jest rzeczą świętą.
Nic nie można mu uczynić.
Zrobić mu coś, to zniszczyć go.
Chwytać go, to go tracić.
Pod niebem jedne rzeczy prowadzą, inne podążają,
jedne promieniują gorącem, inne zimnem,
jedne są mocne, drugie słabe,
jedne są spełnione, inne nieudane.
Mądra dusza trzyma się z dala
od skrajności, od nadmiaru, wybryków.

____________________________

Tekst pochodzi z książki Lao-Tsy „Tao Te King czyli Księga Drogi”, którą „napisała na nowo Ursula K. Le Guin”

Ursula robi niekiedy notatki na dole strony, tym razem mówi: Dla Lao-Tsy „umiar we wszystkim” nie jest po prostu praktyczną radą. Utrata poczucia świętości świata to straszliwa strata. Narazić na szwank nasz świat nadmiarem chciwości i pomysłowości, to narażać na niebezpieczeństwo naszą własną świętość.

więcej: Tao Te King na nowo >>

wśród całego zła świata/ jest też takie dobro/źe nawet ciemność bywa błogosławiona

[Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień]

Poezja, jak ją wolno rozumieć za Ko Unem, nie jest sztuką układania wierszy. Jest raczej więzią ontyczną, wewnętrznym życiem rzeczy. Toteż poezji właściwie się nie tworzy, tylko w niej uczestniczy – pod warunkiem, że potrafi się zejść świadomością na fundamentalny poziom istnienia (poziom elementarnych dharm, jak powiedziałby buddysta), gdzie wszystko, co jest, wchodzi z sobą w przedziwny, magnetyczny związek, a związek ten jest wcześniejszy niż ludzka arbitralność i władza, niż nasze światopoglądy, uprzedzenia, racje i decyzje. Buddyści nazywają tę pierwotną więź Umysłem albo „nienarodzonym sercem Buddy”, taoiści Drogą, współczesna zaś fizyka mówi o „najgłębszej, nieprzemiennej i nielokalnej warstwie rzeczywistości, w której załamują się tradycyjne pojęcia czasu i przestrzeni, a wszystko, co się w niej dzieje, zachodzi „wszędzie” i „równocześnie” (Michał Heller). Tam, „w tej cichej, cichej ciszy” mieszka Ko Un, tam jest jego dom.

ze wstępu  Mieczysława Godynia

Jest to o śnieniu, które nie jest snem, tylko fundamentalnym poziomem istnienia, gdzie wszystko, co jest, wchodzi ze sobą w przedziwny, magnetyczny związek.

______________________________________________________

Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień

Rano o tym nie myślałam, ale pod wieczór zrobiło się uroczyście. Jest trochę ksiąg, do których zaglądam, otwieram je tam, gdzie chcą się otworzyć, jedną z nich jest I-Cing, Księga Przemian, otwieram ją teraz, potrzebuję jakiejś wskazówki, przepowiedni. Księga sama siebie przedstawia:

Święci mędrcy w pradawnych czasach stworzyli Księgę Przemian jak następuje:
Ich celem było zgłębić porządek prawa wewnętrznego i przeznaczenia. Dlatego określili tao niebios i nazwali je ciemnym i jasnym. Określili tao ziemi i nazwali je ustępliwym i stałym. Określili tao człowieka i nazwali je miłością i sprawiedliwością.
Połączyli owe trzy podstawowe siły i podwolili je; dlatego w Księdze Przemian na jeden znak zawsze składa się sześć linii.
Miejsca linii dzielą się na ciemne i jasne, na nich znowu występuję linie ustępliwe oraz stałe. Dlatego Księga Przemian ma sześć miejsc, tworzących układy linii.

________________________________

I-Cing, Księga Przemian, przekład i komentarz Richard Wilhelm

Może najciekawsza w tym wszystkim jest żelazna konsekwencja snów, piszę: snów, ale to skrót myślowy, mam na myśli całe śnienie.
Dzisiejszy sen nabazgrałam szyfrem porannym na papierze, widzę go jeszcze, widzę ciemność, płynną ciemność wydobywającą się zza parawanu czy prowizorycznej ścianki, wylosowałam potem heksagram 36 „zaciemnienie światła”, linia 3.
I ta fascynacja liniami, trigramami, szyfrogramami, labiryntami różnych porządków myśli, znów tu jest, i pasuje do przemożnych ciemności listopada, do lektury „Ragnhildy” Duuna, o której wspaniałości nie śmiem na razie nic napisać.

można to znaleźć w psychologii jungowskiej, w psychologii procesu, we współczesnej fizyce, w literaturze mistycznej, w poezji.

odnosi się do wszystkiego.

śnienie i rzeczywistość, rozmaite stany świadomości,  też obecne są w ten sposób  równocześnie, w każdej chwili.

teraz znajduję to w podręczniku do tradycyjnej medycyny chińskiej:

Chińczycy postrzegają rzeczywistość jako nieskończoną sieć wzajemnie przeplatających się strumieni energii, w której chwilowe krzyżowanie się przepływów reprezentują wydarzenia rozgrywające się w czasie i przestrzeni.

Wszystkie obszary tej sieci postrzegane są jako połączone i współzależne – każdy obszar egzystuje i ma znaczenie wyłącznie w kontekście całości. Ta zasada wzajemnego warunkowania i zależności jest niezmienna, natomiast poszczególne rodzaje związków pomiędzy składowymi elementami są przedmiotem ciągłych przemian. Cały układ znajduje się w ciągłym ruchu i podlega nieustannym przekształceniom. Wewnątrz tej rozległej sieci – tego wielkiego wzorca – możliwe jest wyodrębnienie drugorzędnych wzorców, które mogą odzwierciedlać cały Wszechświat (…).

Jeśli uda się nam głęboko wniknąć w te podstawowe wzorce przemian, możliwe stanie się dostrzeżenie zasady, która kryje się za określoną sytuacją lub uchwycenie ducha czasu. (…).

Mając takie zrozumienie można podejmować odpowiednie działania, które pozostają w zgodzie z duchem czasu i panującymi warunkami. (…).

W naszej zachodniej kulturze mamy skłonność, by termin „wzorzec” uważać za pewną statyczną i niezmienną strukturę, coś jakby plan czy matrycę. Wyraźnie kontrastuje to z chińskim rozumieniem tego terminu, który oznacza połączenie związków funkcjonalnych. (…). W takim kontekście nacisk położony będzie przede wszystkim na zmienność i ruch, a nie na istnienie konkretnych struktur, które trwają w czasie.(…)

__________________________________

Jeremy Ross – Zang Fu. Systemy Narządów Tradycyjnej Medycyny Chińskiej

(…) Co nazywamy smutkiem, nie jest wcale smutne.
Jest jak schowany w dolinie strumień, jak śpiew.
Niknie, gdy przekraczamy grzbiet kolejnego wzgórza. (…)

____________________________

Ko Un – Maninbo. Dziesięć tysięcy istnień