Posts Tagged ‘trauma’

Widziałem go i pozwalałem, by przeszedł jak cień przez moje życie. Łatwiej byłoby go nienawidzić, mieć mu za złe i pielęgnować w sobie żądzę zemsty. Jednak w łatwości tej kryła się pulapka: jeśli człowiek dopuści do siebie nienawiść, nienawiść zatruje mu krew i go zabije.

Potem widziałem sylwetki i duchy tych, którzy wciągnęli nas w to bagno. Nie wszyscy byli martwi. Kilku oficerom udało się ocaleć dzięki własnej przebiegłości. Do nich też nie miałem żalu. Byli doskonałymi kanaliami. Nie miałem wrogów. Nie wzmacniałem już moich złych skłonności. Zrozumiałem, jak bardzo męczące było krojenie na plasterki moich oprawców. Postanowiłam, że nie będę się już nimi zajmował. W ten sposób pozbyłem się ich, co równało się uśmierceniu, tyle że bez brudzenia sobie rąk i bez ciągłego roztrząsania możliwości odpłacenia im takim samym nieszczęściem, na jakie mnie skazali.

Musiałem ostatecznie pokonać myśl o zemście. Przekroczyć ją. Nie podsycać jej płomienia. Bo zemsta miała ostry zapach śmierci i nie rozwiązywała żadnego problemu. Na próżno szukałem – nie znajdowałem już nikogo, kogo mógłbym nienawidzieć. Oznaczało to powrót do stanu, który uwielbiałem ponad wszystko: do wolności.

[dzieje się to w tajnym, podziemnym więzieniu Tazmamart, tutaj informacje o książce https://www.karakter.pl/ksiazki/to-oslepiajace-nieobecne-swiatlo-2018 ]

____________________________________________

Tahar Ben Jelloun – To oślepiające, nieobecne światło

Reklamy

Kończę powtórne czytanie o tygrysie traumy, ale mam nową książkę Petera Levina z ćwiczeniami na płycie CD „Uleczyć traumę”. Felt sense i uważność. I różne drobne detale nie brane pod uwagę w innych terapiach.

Nauczyłem się, iż nie trzeba wydobywać na powierzchnię starych wspomnień i kazać przeżywać związany z nimi ból psychiczny, by wyleczyć kogoś z traumy. Prawdę mówiąc, silny ból psychiczny potrafi wywołać traumę na nowo. Aby uwolnić się od naszych symptomów i lęków  potrzebujemy rozbudzić nasze głębokie fizjologiczne zasoby i świadomie z nich skorzystać.

Peter Levine opisuje początki swojej pracy. Widział, że np. relaksowanie osoby skłonnej do ataków paniki może tę panikę raczej wywołać niż uspokoić i tak się pewnego razu stało, a panikującej osoby można się przestraszyć, więc przestraszył się i w tej sekundzie, w krótkiej wizji, ujrzał skaczącego tygrysa. Zawołał do panikującej klientki: atakuje cię tygrys! uciekaj, tygrys skacze! Lub podobnie. Zaczęła się trząść i było w tym tyle energii, jakby naprawdę uciekała. Wyszła, a raczej wybiegła ze swego traumatycznego zamrożenia. Trauma unieruchamia i nie można uciec.

Potem P. Levine odkrył, że dużo lepiej, kiedy to odtraumatycznianie przebiega stopniowo i łagodnie. I że zdrowienie nie zaczyna się od dramatycznego emocjonalnego katharsis ani przeżycia na nowo tego wydarzenia, które wywołało traumę, ale od uwolnienia energii, jest to możliwe nawet wtedy, gdy od wydarzenia upłynie 20 lat.

Źródła traumy tkwią w naszej instynktowej fizjologii. Klucz do jej uzdrowienia odkrywamy więc nie tylko  przez nasz umysł, ale i nasze ciała. Każdy z nas musi odkryć te podstawy, uświadamiając sobie, iż mamy wybór – być może najistotniejszy w naszym życiu. (…).

Moje obserwacje dziesiątków straumatyzowanych osób  – pisze Levine – przywiodły mnie do konkluzji, że objawy pourazowe są zasadniczo niedokończonymi fizjologicznymi reakcjami zatrzymanymi w stanie lęku. Reakcje na zagrażające życiu sytuacje, jeśli nie zostaną dopełnione, będą wciąż produkowały objawy traumy.

Omawianie, pouczanie ani przemawianie do rozumu nie pomaga, a znane metody terapii koncentrują się na mówieniu, na oduczaniu reakcji itp. Dalej w tej książce jest coraz więcej o tym, co pomaga, a potem jest druga książka z ćwiczeniami.

__________________________________

Peter A. Levine – Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy

Dalej o drżeniu jako początku powracania do życia. Wynika z tego, żeby nie głaskać nikogo, kto jest w ciężkim stresie. Także psów przestraszonych petardami czy burzą. Pozwalać drżeć.

Ptak rozbijający się o szybę, gdy weźmie ją za niebo, wydaje się osłupiały lub nawet martwy. Dziecku, które zobaczy zderzenie ptaka z szybą, trudno będzie powstrzymać się, by go nie podnieść. Z ciekawości, troski czy pragnienia pomocy. Ciepło dłoni dziecka może ułatwić ptakowi powrót do normalnego funkcjonowania. Ptak zaczyna drżeć, i widać, że rozeznaje się w otoczeniu. Chwiejnie staje na nogi, usiłuje odzyskać równowagę, rozgląda się. Jeśli nie jest ranny i pozwoli mu się bez przeszkód przejść przez proces drżenia i orientowania się w przestrzeni, może wyjść ze swego znieruchomienia i odlecieć, bez traumy. Jeśli drżenie zostanie przerwane, zwierzę może cierpieć na poważne skutki zdarzenia. Jeśli dziecko spróbuje pogłaskać je, gdy zaczyna powracać do życia, proces reorientacji zostanie przerwany, a ptak wróci do stanu szoku. Jeśli proces uwalniania energii jest wciąż zakłócany, każdy następny szok będzie trwał coraz dłużej. W rezultacie ptak może umrzeć z przestrachu – przytłoczony swoją własną bezradnością.

_______________________________________________

Peter A. Levine – Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy

Powszechne i prymitywne zachowania obronne nazywane są strategiami walki lub ucieczki. Jeśli sytuacja nakazuje użyć agresji, zagrożona istota będzie walczyć. Jeśli zagrożone zwierzę może w walce przegrać, to jeśli tylko będzie mogło – ucieknie. Nad wyborem nie zastanawia się; tymi możliwościami zawiadują w instynktowny sposób mózg gadzi i układ limbiczny.

Jeśli ani walka, ani ucieczka nie zapewniają bezpieczeństwa, istnieje jeszcze jeden sposób obrony: znieruchomienie (zamarcie), tak samo powszechny i ważny dla przetrwania. Z niewyjaśnionych powodów ta strategia obronna rzadko dostaje równoprawne miejsce w pracach z biologii i psychologii. A przecież w sytuacjach zagrożenia jest równie opłacalna. W wielu sytuacjach to wręcz najlepszy wybór.

Na poziomie biologicznym sukces nie znaczy zwycięstwo, a przetrwanie, i nieważne jak się to osiąga. Chodzi o pozostanie przy życiu (…).

Tak bardzo podkreślam istnienie znieruchomienia czy reakcji zamierania, ponieważ często prowadzi do wystąpienia traumy u człowieka. Zwierzęta generalnie nie cierpią na takie skutki „udawania trupa”. Obserwując je uważnie odkryjemy, w jaki sposób to osiągają.

Stado jeleni pasie się na leśnej polanie. Trzaska jakaś gałązka. Jelenie natychmiast stają się czujne – gotowe do ucieczki do lasu. Jeśli zostałyby otoczone, gotowe byłyby do walki. Wszystkie nieruchomieją (…).

Kilka sekund później, stwierdzając, iż nie ma zagrożenia, jelenie wracają do tego, co robiły poprzednio. Uważnie obserwując jelenie przez lornetkę, możemy stwierdzić przejście ze stanu szczególnej czujności do normalnej, spokojnej aktywności. Gdy zwierzęta stwierdzają, iż nic im nie grozi, często zaczynają lekko drżeć, trząść się, wibrować. Proces ten zaczyna się od bardzo leciutkiego drżenia czy wibracji w górnej części szyi, wokół uszu, i przenosi się na klatkę piersiową, łopatki, a wreszcie w dół do brzucha, miednicy i tylnych nóg. Te drobne drżenia tkanki mięśniowej są sposobem organizmu na regulowanie bardzo różnych stanów pobudzenia systemu nerwowego. Jelenie przechodzą przez te cykle kilkanaście, a może nawet setki razy dziennie.(…).

_______________________________________

Peter A. Levine – Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy

Klasyczna wersja traumy, w miarę czytania tej książki, bardzo się oddala. Jest inaczej. Jest nadzieja na wydostanie się z pułapki traumy za pomocą jej własnej dzikiej energii, która została zamrożona. Trzeci sposób reakcji na stres, sposób, którego w świecie naukowym nie uwzględnia się w odniesieniu do ludzi, chociaż zwierzęta używają go równie często jak walki czy ucieczki, to znieruchomienie.

Antylopy padają jak martwe, gdy goni je gepard.  Wydają się tak martwe, że gepard może je wciągnąć do jaskini i zostawić na potem. Przy odrobinie szczęścia antylopa może wykorzystać jego nieuwagę, ożyć, wstać, otrzepać się i w nogi. Ludzie też tak mogą i co więcej, robią. Ale nie wszystkim się to udaje.

Chodzi o energię

Objawy traumy nie są spowodowane przez samo „wyzwalające” wydarzenie. Swoje źródło mają w zamrożonych pozostałościach energii, która nie zanikła i nie została rozładowana; resztki te pozostają uwięzione w systemie nerwowym, i mogą siać spustoszenie w naszym ciele i umyśle.

Długotrwałe, niepokojące, wyniszczające i często dziwaczne objawy PTSD rozwijają się, gdy nie potrafimy dopełnić, zakończyć procesu wchodzenia, bycia w nim i wychodzenia ze stanu „znieruchomienia” czy „zamrożenia”. Możemy jednak „roztopić się”, odtajać, pomagając naszej wewnętrznej potrzebie powrotu do stanu dynamicznej równowagi.

Wróćmy do opisanego przedtem pościgu. Energia w systemie nerwowym naszej młodej antylopy, gdy ucieka przed gepardem, pompowana jest sto kilometrów na godzinę. W momencie, gdy gepard przypuszcza ostateczny atak, impala pada na ziemię i nieruchomieje. Patrząc z zewnątrz wydaje się martwa, ale w środku jej system nerwowy jest wciąż przepełniony energią naładowaną z szybkością stu kilometrów na godzinę. Impala zatrzymała się w jednej chwili, i w jej ciele stało się coś podobnego do tego, co w waszym samochodzie, gdybyście jednocześnie wcisnęli gaz do dechy i nadepnęli na hamulec. Różnica pomiędzy wewnętrzną gonitwą w systemie nerwowym (silnik), a zewnętrznym znieruchomieniem (hamulec) wywołuje w ciele potężne turbulencje przypominające tornado.

To energetyczne tornado jest ogniskiem, z którego wywodzą się objawy traumatycznego stresu.

_________________________________

Peter A. Levine – Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy

Karmię demony i czytam książkę o tygrysie. Dzięki tej demonicznej metodzie, którą poznaję rozumiem, chociaż jeszcze niezupełnie, jak może nastąpić uzdrowienie z traumy metodą Petera Levine’a. To podejście nietradycyjne, chociaż Peter Levine wypracowywał je 40 czy 50 lat. Skaczący tygrys wskazał mu drogę. Czytam o tym i to czytanie jest dobre:

Mówi Peter Levine:

(…) Nie zwariowałeś. Istnieje racjonalne wyjaśnienie tego, co się z tobą dzieje. Nie zostałeś nieodwracalnie uszkodzony, a twoje symptomy można złagodzić albo całkowicie wyeliminować. Wiemy, że w traumie niezwykle zmienia się umysł. Na przykład ktoś, kto ulega wypadkowi samochodowemu jest początkowo chroniony przed reakcją emocjonalną, a nawet nie pamięta czy nie ma poczucia, że to się rzeczywiście wydarzyło. Te nadzwyczajne mechanizmy (jak dysocjacja i zaprzeczenie) pozwalają nam przeżyć te krytyczne okresy, gdy czekamy z nadzieją na bezpieczny czas i miejsce, by te odmienne stany mogły nam „przejść”.

Podobnie reaguje na traumę ciało. Napina się w pogotowiu, zapiera w lęku lub zamraża i mdleje w bezradnym przerażeniu. Już po wszystkim, gdy ochronna reakcja umysłu mija i wraca on do normalnych funkcji, również ciało powinno wrócić do normy. Jeśli jednak ten naprawczy proces zostanie przerwany, skutki traumy utrwalają się i zostajemy straumatyzowani, na trwałe nią naznaczeni.

Psychologia tradycyjnie podchodzi do traumy przez skupienie się na jej skutkach dla umysłu. To w najlepszym przypadku tylko połowa historii, całkowicie nieadekwatna. Jeśli nie podejdziemy do ciała i umysłu jako całości, nie będziemy mogli dogłębnie zrozumieć i uleczyć traumy (…).

_______________________________________

Peter A. Levine – Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy

więcej wypisków:

chodzi o energię >>

tygrys skacze >>

drżenie jest dobre >>

ptak rozbijający się o szybę >>

mamy wrodzoną zdolność leczenia traumy (audycja radiowa) >>

Jest dokładna instrukcja, jak nakarmić swego demona, trzeba karmić po jednym, jest ich przeważnie wiele, jeden ukryty jest pod drugim jak rosyjskie matrioszki.

Jest książka:

nakarmić demony

w której Lama Tsultrim Allione przedstawia tę starożytną metodę rozwiązywania wewnętrznych konfliktów.

Na stronie buddyzm.edu.pl >>  jest fragment tej książki,  warto przeczytać, bo wiele wyjaśniający i osobisty:

(…)Po tym doświadczeniu moje pojmowanie czie uległo zmianie, zaczęłam personifikować i karmić własne demony – emocje, choroby, lęki. Dopiero później, gdy zaczęłam nauczać czie, opracowałam pięciostopniową wersję praktyki przedstawioną w tej książce. Ale już w tamtym momencie pojawiło się rozumienie demonów jako wewnętrznych konfliktów. Cokolwiek się wyłaniało, karmiłam to w czasie praktyki czie. A natknąć się na demona nie było trudno. Cały czas je w sobie nosiłam. I nieważne, którego zaprosiłam na ucztę – na koniec zawsze uwalniałam się od napięcia. (…).

Mogę dodać, że karmienie demona udaje się, nawet jeśli najpierw trzeba zerkać do przedrukowanej instrukcji. Tsultrim Allione pisze o tym, jakie skutki miało pewne jej karmienie demona w bardzo trudnej sytuacji, mogłabym niedowierzać, gdyby nie moja własna wczorajsza próba. Bardzo niedoskonała. A jednak coś przedziwnego zdarzyło się natychmiast  potem.

Z kochającym umysłem, zatroszcz się czule
O wrogich bogów i demony, które istnieją tylko pozornie,
I łagodnie wejdź pośród nie.

Maczig Labdron (1055-1145)

Mamy wrodzoną zdolność leczenia traumy – audycja

polskieradio.pl/9/304/Artykul/622176,Mamy-wrodzona-zdolnosc-leczenia-traumy >>

słucha się  „Dobronocki”  w artykule nad zdjęciem >> mamy wrodzoną zdolność leczenia traumy

Długie. Im dalej, tym lepiej. I nie muszę przepisywać z książki.

Trauma istniała od zawsze, choć miała różne imiona. I od zawsze istniały metody jej leczenia, choć przed zaistnieniem psychoterapii zajmowali się nią mnisi i mniszki różnych kultur duchowych oraz lokalni szamani i szamanki. Tak było od tysięcy lat i tak jest nadal w wielu częściach świata. (…).

Lama Tsultrim Allione opracowała pięciostopniową metodę przekształcania demonów w sprzymierzeńców, czyli – jak pisze w książce „Nakarmić swoje demony”- przekształcania zablokowanej energii w dostępną energię życia. Toż to czyste Somatic Experiencing! Karmienie demonów bowiem wcale ich nie wzmacnia, podobnie jak leczenie traumy, nie może traumatyzować. Bo nie karmimy ich tym, czego one chcą, o nie! (np. chcą ciągle słuchać radia w tle) Pytamy je natomiast, czego potrzebują (np. nie słyszeć własnych myśli) Dociekamy jeszcze, co poczują, kiedy już dostaną to, czego potrzebują (np. poczują spokój) I dopiero tym, czyli spokojem, je karmimy. I to do syta!!

Jak? Wyobrażając sobie, że nasze ciało się rozpuszcza w nektar, którym karmimy demona tak długo aż się w pełni nasyci. To bardzo buddyjskie. Przekształcanie ciała w inną substancję, upłynnianie i udrażnianie przepływu zarówno we własnym ciele jak i pomiędzy ciałami, czy innymi obiektami, jest częścią wielu buddyjskich praktyk duchowych. W istocie idzie o przekroczenie dualizmu ja-to, ja-demon, i odczucie, że wszystko jest tym samym. Karmiąc demona, dostarczamy swojej cierpiącej a odszczepionej części, drogocennej substancji duchowej, zwykle są to: spokój, miłość, ukojenie, jasność, radość, itp. (…).

Jak to dokładnie przebiega, opisane jest dalej w artykule Małgorzaty Sieczkowskiej na stronie terapiatraumy.pl  >>

Zarys własnej praktyki Karmienie Demonów można znaleźć na stronie taramandalapoland >>

tu się zaczyna do definicji demona:

Gdy poproszono Maczig o definicję demona, odpowiedziała tak: „Demony to nie są realnie istniejące, wielkie, czarne budzące przerażenie stworzenia. Demonem jest wszystko to, co uniemożliwia nam wyzwolenie”.

Fragment z  książki “Nakarmić swoje demony – starożytna wiedza rozwiązywania wewnętrznego konfliktu”. Lama Tsultrim Allione