Posts Tagged ‘wolność’

Widziałem go i pozwalałem, by przeszedł jak cień przez moje życie. Łatwiej byłoby go nienawidzić, mieć mu za złe i pielęgnować w sobie żądzę zemsty. Jednak w łatwości tej kryła się pulapka: jeśli człowiek dopuści do siebie nienawiść, nienawiść zatruje mu krew i go zabije.

Potem widziałem sylwetki i duchy tych, którzy wciągnęli nas w to bagno. Nie wszyscy byli martwi. Kilku oficerom udało się ocaleć dzięki własnej przebiegłości. Do nich też nie miałem żalu. Byli doskonałymi kanaliami. Nie miałem wrogów. Nie wzmacniałem już moich złych skłonności. Zrozumiałem, jak bardzo męczące było krojenie na plasterki moich oprawców. Postanowiłam, że nie będę się już nimi zajmował. W ten sposób pozbyłem się ich, co równało się uśmierceniu, tyle że bez brudzenia sobie rąk i bez ciągłego roztrząsania możliwości odpłacenia im takim samym nieszczęściem, na jakie mnie skazali.

Musiałem ostatecznie pokonać myśl o zemście. Przekroczyć ją. Nie podsycać jej płomienia. Bo zemsta miała ostry zapach śmierci i nie rozwiązywała żadnego problemu. Na próżno szukałem – nie znajdowałem już nikogo, kogo mógłbym nienawidzieć. Oznaczało to powrót do stanu, który uwielbiałem ponad wszystko: do wolności.

[dzieje się to w tajnym, podziemnym więzieniu Tazmamart, tutaj informacje o książce https://www.karakter.pl/ksiazki/to-oslepiajace-nieobecne-swiatlo-2018 ]

____________________________________________

Tahar Ben Jelloun – To oślepiające, nieobecne światło

Reklamy

„Drogocenną księgę” można zacząć pisać w każdym miejscu, nawet nie wiedząc, że dawno już się to pisanie zaczęło, nie ma wtedy problemu z pierwszym zdaniem :)

Mniszki były wczoraj, dziś czytam o mnichu. Dlatego, że był strażnikiem. Strażnictwo to teraz temat mego śnienia. [tu zrobić dopisek bardziej szczegółowy]. Wszystko samo wpada w ręce i wynika jedno z drugiego nie zawsze w sposób przyczynowy. [ tu może być następny dopisek o zjawiskach synchronicznych].

Księga o mnichu ma taki baśniarski fragment, ale jest to prawda historyczna lat 1867/1870. [ewentualny dopisek o prawdach historycznych]:

Przez trzy lata przebywałem w grocie. Moim pożywieniem były sosnowe igły i zielone źdźbła traw, a napojem woda z górskiego strumienia. Z biegiem czasu zniszczyły się moje spodnie i buty, i pozostała mi jedynie szata, którą okrywałem ciało. Włosy i broda urosły mi na przeszło stopę długości, więc nosiłem na głowie kok. Moje oczy błyszczały. Ci, którzy mnie widzieli, myśleli, że jestem duchem i uciekali, a ja powstrzymywałem się od mówienia.

W pierwszym i drugim roku tego odosobnienia miałem wiele wysoce interesujących doświadczeń; nie uważałem ich za dziwne i starałem się podchodzić do nich ze zjednoczonym umysłem powtarzając imię Buddy. Zarówno w górach, jak i na terenach bagnistych nie niepokoiły mnie tygrysy i wilki, nie gryzły węże i owady. Nie potrzebowałem niczyjej litości i nie spożywałem gotowanego jedzenia.

Leżąc na ziemi i mając niebo nad sobą, czułem, że wszystkie rzeczy są we mnie zjednoczone; doświadczyłem wielkiej radości i myślałem, że jestem dewą z czwartego nieba dhjany. Myślałem też, że największym nieszczęściem człowieka jest posiadanie ust i ciała. Przypomniałem sobie słowa pewnego starożytnego mistrza, który powiedział, że miska może zagłuszyć dziesięć tysięcy dzwonów. Ponieważ nie posiadałem nawet własnej miski, doświadczyłem nieograniczonej wolności od wszelkich więzów. W ten sposób miałem czysty i spokojny umysł i codziennie wzrastała moja moc. Moje oczy i uszy były bystre i przenikliwe. Chodziłem szybkim krokiem, jakbym fruwał. Nawet nie wiem, kiedy osiągnąłem taki stan.

W trzecim roku potrafiłem zadowolić swoje serce i osiągnąłem wolność. Mogłem udawać się wszędzie tam, gdzie życzył sobie mój umysł.

______________________________________

Strażnik Dharmy – Autobiografia chińskiego mistrza zen Xu Yuna

[tu mógłby być dopisek, że był to jeszcze wtedy młody, 28 letni mnich i dostał za swoje wyczyny upomnienie od mistrza w świątyni, gdy tam wreszcie trafił: gdyż należy ćwiczyć nie tylko ciało, ale i umysł. mistrz kazał mu się umyć, ogolić głowę, najeść się i ćwiczyć koany].

Jesteśmy winni, ludzie!!! Bardzo!!!  O delfinach to tylko jeden mały fakt:

(…) – Kiedy przyjrzałam się bliżej delfinariom, uświadomiłam sobie, że media i podróżnicy kreują pewien obraz spotkania z dzikim zwierzęciem jako fantastycznej przygody – opowiadała Olej-Kobus. – Nikt, poza „nawiedzonymi ekologami” – bo tak się patrzy na osoby zajmujące się prawami zwierząt – nie zastanawia się, skąd te zwierzęta się tam biorą.

– Łatwo łykamy opowieści o tym, że one urodziły się w niewoli i nie znają innego życia. A jest to nieprawdą – delfinów nie rodzi się wystarczająco dużo, żeby zapełnić wszystkie delfinaria. W delfinariach delfin żyje przeciętnie 6 lat, na wolności – nawet 26. Są łowione w bardzo brutalny sposób. W przypadku delfinów czy np. słoni jedno zwierzę, które oglądamy, kosztuje życie pięciu innych, które trzeba było zabić, żeby je pozyskać.

Ale samo „pozyskanie” zwierzęcia to nie wszystko. – W delfinarium delfin musi zrobić ileś różnego rodzaju nienaturalnych dla niego ćwiczeń, bo inaczej będzie głodzony – po to, żeby się nauczył, że jak się wydaje mu polecenie, to ma być posłuszny. A my – turyści – w ogóle się nie zastanawiamy, że dla delfina wyskoczenie na brzeg basenu po raz 50. danego dnia to nie jest „fun”, radość. Tylko my tak interpretujemy jego „uśmiech”. Po tych 25 latach zachłyśnięcia się światem i turystyką nadszedł czas na rozmawianie o społecznej odpowiedzialności mediów – apelowała podróżniczka. (…)

więcej strasznych rzeczy tutaj >>

Czytałam dwa lata temu i teraz, po naczytaniu się Junga i odkryciu imagineskopii zobaczę, czy oprócz lekkiej paniki przytrafi mi się coś jeszcze. Jodorowski jest jak ryczący lew, tym głosem domaga się uwagi dla nieświadomości rzeczywistości,  nie naszej jednostkowej rzeczywistości. Pogryzmoliłam książkę wtedy zaznaczaniem,  ale tutaj w wypiskach nic  nie ma.

O „Psychomagii” Jodorowsky’ego ze strony wydawnictwa Okultura:

„Nauczam ludzi wyobraźni. Przez większą część życia nie zdajemy sobie sprawy z tego, czym może być wyobraźnia, nie jesteśmy nawet w stanie pojąć, jaki może być jej zasięg. Ponieważ, oprócz wyobraźni intelektualnej, istnieje też wyobraźnia zmysłów, wyobraźnia seksualna, wyobraźnia cielesna, wyobraźnia ekonomiczna, wyobraźnia mistyczna, wyobraźnia naukowa… Wyobraźnia obejmuje każdy teren, nawet ten, które nazywamy „racjonalnym”. Jest wszędzie. W związku z tym powinno rozwijać się ją tak, by móc rozpatrywać rzeczywistość nie tylko z jednej perspektywy, ale z wielu punktów widzenia. Zazwyczaj wizualizujemy wszystko zgodnie z wąskim paradygmatem naszych wierzeń i uwarunkowań. Z rzeczywistości, tajemniczej i tak rozległej jak nieprzewidywalnej, odbieramy tylko to, co zostanie przefiltrowane przez nasz małostkowy punkt odniesienia. Aktywna wyobraźnia jest kluczem do wyższej wizji, pozwala spojrzeć na rzeczywistość z innych punktów widzenia, nie naszych; pozwala myśleć i odczuwać zgodnie z różnymi punktami odniesienia. Tym właśnie jest prawdziwa wolność: zdolnością do wychodzenia poza samego siebie, przekraczania granic naszego małego indywidualnego świata i otwierania się na wszechświat. Zależy mi na tym, by czytelnicy tej książki docenili terapeutyczną moc wyobraźni. Psychomagia stanowi tylko zastosowanie tej realnej siły.”

„Psychomagia to lektura obowiązkowa dla każdego, kto pragnie wstrząsnąć światem po to, by się przebudził i przypomniał sobie, jakim zawsze był i jakim być może.”

– Daniel Pinchbeck, autor Przełamując umysł
Alejandro Jodorowsky (ur. 1929) – chilijski artysta-surrealista, reżyser teatralny i filmowy (Kret, Święta góra, Święta krew), pisarz i autor komiksów; współzałożyciel (obok Arrabala i Topora) „Ruchu Panicznego”; twórca psychomagii – systemu samorozwoju z pogranicza psychoterapii i szamanizmu; autor bestsellerowych powieści oraz książek poświęconych duchowości.

Śnienie świata, jakie jest:

(…)  Dobry funkcjonariusz to Krzysztof Olkowicz, dyrektor Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie. Podlegają mu miejscowe areszty śledcze i więzienia. Olkowicz pracy w więziennictwie poświęcił prawie 30 lat.
We wrześniu 2013 r. do Olkowicza zadzwonił jeden z pracowników aresztu w Koszalinie.
– Powiedział, że będziemy mieli rekord, że do aresztu w celu odbycia kary doprowadzono mężczyznę skazanego za kradzież wafelka wartego 99 groszy. Wcześniej mieliśmy osobę skazaną za kradzież soku malinowego za 1,19 zł – mówi „Gazecie Wyborczej” Olkowicz. Dyrektor chciał zobaczyć, jak wygląda złodziej wafelka, i zapytać, dlaczego jest w areszcie.
Okazało się, że to 42-letni Arkadiusz K., z fryzurą stylizowaną na Elvisa Presleya. Występował m.in. w „Szansie na sukces”. Chory na schizofrenię i ubezwłasnowolniony mężczyzna wafelek oblany czekoladą ukradł w 2011 r.
Policjanci, którzy go ujęli, sprawdzili dowód, ale nie zauważyli, że na dokumencie nie ma podpisu, co oznacza, że jest on ubezwłasnowolniony.
Sąd skazał go zaocznie (sprawca nie przyszedł na rozprawę) na 100 zł grzywny. Arkadiusz K. jej nie wpłacił, więc sąd zamienił mu ją na pięć dni aresztu. Orzeczenie wysłał do sprawcy, a ten się nie odwołał. Potem sąd będzie się tłumaczył, że to nie wina sądu, bo przecież można było się odwołać. A że sprawca jest ubezwłasnowolniony? Sąd odpowie: „Nie ma bazy psychicznie chorych, w przyszłości sytuacja może się powtórzyć”.
Olkowicz spotkał się ze skazanym, gdy mężczyzna przebywał w celi trzeci dzień.
– Prosił, żeby dać mu przepustkę na godzinę do domu, bo chce nakarmić papużkę – mówi Olkowicz. – Zaproponował mi, że zaśpiewa piosenkę Elvisa Presleya. Od razu zorientowałem się, że nie powinno go tu być. Że ten człowiek wymaga opieki i pomocy, a nie kary więzienia. I to jeszcze za co? Za wafelek.
Zadzwonił do sekretarki i poprosił, żeby wpłaciła 40 zł, bo tyle były warte dwa pozostałe dni aresztu. Sekretarka dokonała wpłaty na nazwisko dyrektora, bo ten czuł, że mogą z tego być problemy. Oddał jej pieniądze. Gdyby dyrektor formalnie złożył wniosek o jego zwolnienie, procedury trwałyby długo.
Następnego dnia Arkadiusz K. wyszedł na wolność.
– Gdy wychodził, w bramie aresztu zaśpiewał mi „Love Me Tender” Presleya – mówi Olkowicz.(…).

Ale to nie happy end, tu się dopiero zaczyna, dalszy ciąg tutaj >>

Były święta rodzinne, będzie święto światowe. Przeczytałam książkę sprzed czterdziestu lat:

Introwertyczny bohater „Święta rodzinnego” myśli w latach 70 XX wieku, że broń bakteriologiczna nie jest właściwie możliwa na większą skalę, nie mieści mu się to w głowie, podobnie jak innym ludziom wtedy. Myśli ma ciekawe i piękne, ale życie zniszczone przez to niedowiarstwo. Teraz nikt by nie miał wątpliwości. Czas poszedł naprzód. Sprawdzam, co się tam wtedy myślało.

Myśli o ptakach przelotnych i ich darze orientacji:
Zrobiono próby zamykania ich w wielkich kopułach, gdzie na suficie rzucano projektorem obrazy konstelacji.
Ptaki orientowały się według konstelacji.
O porcelanowym świetle, gdy odsłania  się zasłony:
Dzień nie był szczególnie piękny. Światło, wciskające się przez zasłony było białe. Było to porcelanowe światło. Wyglądało tak, jakby było przefiltrowane przez cienką porcelanę. Uderzyła mnie myśl, że filtrów porcelanowych używa się do określenia wielkości pewnych wirusów.

O fantazjowaniu:
Mam skłonność do fantazjowania. (…) Kiedy się nudzę, ale nie tylko wtedy, kiedy mi się nudzi, także w trakcie najintensywniejszej pracy umysłowej, przenoszę się myślami gdzieś daleko.
Zabawiam się wywoływaniem tych snów na jawie w możliwie najdokładniejszych szczegółach. Zdaje mi się, że jest to nawyk z ławy szkolnej. Nawyk bardzo piękny. Daje on uczucie wolności, choć naturalnie jest to wolność bardzo nierzeczywista.

O innych światłach:
Wewnątrz dom świeciło się. Żółte światło kontrastowało dziwnie z zimnym, jednostajnym światłem letniego wieczoru. Żółte, ciepłe światło elektryczne z wnętrza domu odsłoniło, jak wiele niebieskich tonów było w świetle wieczornym tu na dworze, gdzie nad drogą zwisały gałęzie krzaków.

Życie bohatera książki niszczy sprawa tajemniczego bunkra wokół którego krąży nagła, śmiertelna choroba, najpierw zwierząt, potem ludzi. Zostaje dyrektorem tajnego urzędu ochrony środowiska, ale wplątany w rządowe „racjonalne” układy, nie potrafi opowiedzieć się po stronie  „nieracjonalności”, która pozwoliłaby uwierzyć, że naprawdę produkuje się tam broń bakteriologiczną. Dla wszystkich, prócz jednego profesora, mającego odwagę naprawdę być fantastą, przyjęcie tego za prawdę jest niemożliwe, są to lata siedemdziesiąte i nie dociera chyba jeszcze do ludzi, że ziemia jest kulą, ograniczoną przestrzenią, która niszczeje pod wpływem ludzkich działań i że trzeba chronić środowisko przed człowiekiem.
Lars Troang jest człowiekiem o dużej wrażliwości i może dlatego taka złowieszcza myśl nie przychodzi mu do głowy. Czuje jednak strach, czuje wokół tej kwestii koncentryczne koła różnych zatajeń i byle jakich kłamstw, w które wszyscy uwierzą, bo prawda jest zbyt nieprawdopodobna jak na tamte czasy.
Dziś takie rzeczy  nie są fantazjami i można złapać się za głowę, jak daleko i jak szybko świat posunął się w realizacji fantastycznych planów niszczenia.
Ludzie są wtedy jeszcze ufni, Lars Troang słyszy jednak gdzieś w głębi głowy ponury marsz z „Symphonie Phantastique” Hectora Berlioza, którego słuchał w młodości, w czasach gramofonów o kaktusowych igłach, które pękały przy każdym fortissimo i które trzeba było szlifować ręcznie delikatnym papierem ściernym (…).
Jest ofiarą tych niszczących planów, których nie rozumie. Jego życie zostaje zniszczone, czuje to tym wyraźniej, że odbywa się święto rodzinne, ludzie nie myślą o żadnych strasznych rzeczach.

________________________________

Lars Gustafsson – Święto rodzinne

[właśnie jest informacja, że nastąpił wybuch  bomby na dworcu w Wołgogradzie, są ofiary w ludziach >>]

Zakopany skarb naprawdę tu jest. To, co istnieje i to, co może istnieć, jest połączone jednym oknem u samego jądra rzeczywistości. Wszystkie rozwarstwienia i podziały, ślepe uliczki i niemożności, choć wydają się takie ważne dla życia, dzieją się na jego obrzeżach. Gdybym mogła pójść jeszcze dalej za wskazaniami mapy i gdybym mogła zaprzeczyć fałszywym zakończeniom (fałszywe początki się nie liczą), wówczas potrafiłabym znaleźć to miejsce, gdzie czas się zatrzymuje. Gdzie zatrzymuje się śmierć. Gdzie jest miłość.

Z tą śmiercią może trochę przesadziła, ale tylko trochę. Są rzeczy, których warto szukać całe życie. Pisze, że miłość to jest ten skarb.

Siedzę przed ekranem, czytam tę opowieść. W rewanżu opowieść czyta mnie. (…).

Może tak właśnie jest – życie płynie gładko po pamięci i historii, przeszłość powraca albo nie, w zależności od zasięgu odpływu. Historia jest kolekcją znalezionych przedmiotów wypłukanych z czasu. Przedmioty, idee, osobowości wynurzają się ku nam na powierzchnię, po czym zaraz toną w oddali. Jedne wyławiamy, inne ignorujemy, i tak jak zmienia się wzór, tak zmienia się znaczenie. Nie możemy polegać na faktach. Czas, który wszystko oddaje, zmienia wszystko. (…).

Możesz zmieniać opowieść. To ty jesteś opowieścią.

____________________________________________

Jeanette Winterson – Wolność na jedną noc

Potrzebuję dziś szczególnie mocno radosnej wiedzy, ale ona jest taka:

Porzuciliśmy ląd i wsiedliśmy na statek! Spaliliśmy za sobą mosty – więcej, spaliliśmy cały ląd! Tak więc, stateczku, uważaj! Wokół ciebie rozciąga się ocean, prawda, że nie zawsze ryczy, a czasem układa się jak jedwab, złoto i marzenia o dobroci. Ale przyjdą godziny kiedy poznasz, że jest nieskończony i że nie ma nic straszniejszego niż nieskończoność. (…). Biada, gdy ogarnie cię tęsknota za lądem, jak gdyby tam było więcej wolności – a „lądu” już nie ma.

_______________________________________

Friedrich Nietzsche – Radosna wiedza

Dokucza mi już moja traumatyczna niekreatywność, nic mi się nie udaje tak, jak jeszcze nigdy. Znajduję ćwiczenie na niekreatywność, która, jak się okazuje, może cieszyć:

1. Wykonaj proszę najbardziej „niekreatywną”, głupią, śmieszną rzecz korzystając z dowolnego, wybranego przez ciebie materiału. Na przykład weź kartkę papieru i ołówek po czym narysuj najgorszy rysunek jaki tylko potrafisz – najmniej artystyczny na świecie! Upewnij się, że jest naprawdę „brzydki”,„głupi” lub „bezsensowny”! Kiedy to będziesz robić, odczuwaj energię z której korzystasz. (Zanotuj: jaka to energia)

2. Popatrz na to, co stworzyłeś/aś i zobacz, czy potrafisz odczuwać w taki sposób w jaki odczuwa twoje dzieło. Zrób taki wyraz twarzy (minę), którypasuje do rysunku i stań się tą wstrętną rzeczą; niech „to” wyrazi swoją opinię lub opowie historię.

3.Jeśli blisko ciebie znajduje się przyjaciel/ciółka, podzielcie się swoimi historiami. Zauważ jaką ulgę to przynosi! Nie przejmuj się ewentualnym integrowaniem tego, co właśnie się stało; po prostu ciesz się wolnością płynącą z „bycia nie-kreatywnym/ą”!

Ćwiczenie pochodzi z książki Amy Mindell „Śniące źródło kreatywności” – przetłumaczonej przez Roberta Palusińskiego i jeszcze niewydanej, w sieci na stronie robertpalusinski.blogspot.com >>

Narysowałam. Mój ohydny rysunek przypomina grubą rybę, tak ciężką, że może pływać tylko tuż nad dnem oceanu. Rysowałam na wszelki wypadek lewą ręką, aby na pewno nic się nie udało. Gruba ryba wydyma usta jak biedny przedwigilijny karp, za co bardzo ją przepraszam, ale energia tworzenia rysunku nie pozwalała myśleć o niczym. Bez wysiłku. Byle jak.

Ryba mówi, że piękna forma jej niepotrzebna, ważne, że ona sama tu jest, to co, że gruba, może to nawet lepiej, bo zajmuje prawie całą kartkę i nikt się tu koło niej nie mieści, nie przesuwa. Lubi komfort, woli wygodę niż piękno. Bezstresowość. Żadnego napięcia. Teraz rozumiem, że tworzenie czegoś pięknego to jednak coś innego. Ta ryba nie jest  tym zainteresowana.