Posts Tagged ‘wypiski’

Życie w otoczeniu nazbyt jasnych przedmiotów nie sprzyja na ogół dobremu samopoczuciu. Na Zachodzie ludzie posługują się sztućcami i naczyniami ze srebra, stali, cyny i czyszczą je do połysku. Nas to świecenie razi. Jeśli nawet zdarza się nam używać srebrnych czajniczków, czarek lub karafek do podgrzewania i podawania sake, nie czyścimy ich. Przeciwnie, doznajemy przyjemności dopiero na widok przedmiotu, który z czasem traci połysk i pokrywa się warstwą ciemnej, okopconej patyny.
(…)
Jeśli prawdę powiada aforyzm, że „piękne jest zimne”, to mamy także prawo określić piękne jako przybrudzone.
(…)
Uwielbiamy rzeczy naznaczone piętnem ludzkiego brudu, osmolone sadzą, plamy będące wynikiem działania czynników przyrody. Lubimy koloryt i połysk śladów przywołujących na myśl dawne zdarzenia, których są pamiątką. Przebywanie w wiekowych domostwach, pośród starych sprzętów w zadziwiający sposób przynosi nam spokój i koi nasze nerwy.

______________________________________

Jun’ichiro Tanizaki – Pochwała cienia

Reklamy

o skręcaniu wiersza

Posted: Wrzesień 18, 2018 in literatura polska, literówki
Tagi: ,

„Tajny dziennik” Białoszewskiego dwa lata temu wydawał mi się mało białoszewski, teraz znowu bardzo, jakby zmieniły się zdaniowatości, chyba przecież moje, bo w „Tajnym dzienniku” raczej zdań nie przybyło ani nie ubyło.

Białoszewski wiedział, że chodzi o wiersz, a nie o niego samego w wierszu; trochę podobnie nauczał Budda, aby mówić tylko to, co konieczne, prawdziwe i  życzliwe, a jeśli nie Budda, to pewna znana mi osoba.

Wypisek o skręcaniu wiersza:

Moje ostatnie wiersze.
Chodzi o to, żeby miały luz, nie zapychały odbiorcy – ale żeby były ścisłe w siatce konieczności.
Żeby nie przenosić sytuacji w co innego, w coś wtórnego. Ani nie robić rusztowań z obcych przedmiotów, niewchodzących w grę bezpośrednio (chyba że coś ważnego z przypomnienia na tę okoliczność). Więc gospodarować zastanym (przy mnie i we mnie), bo i nie dodawać nic do swojego stanu.
Starać się schwytać w tej kolejności i na gorąco.

Napięcia (powód wiersza).
Ja – sytuacja.
Przestawianie, „ulepszanie” (przechytrzanie) mści się.
Jednak trzeba wydłubywać niepotrzebnostki, wiązania niekonieczne, zdaniowatości, które zwalniają tempo.
Ma być często jeden skręt (jedno skręcenie, jak bielizny w wyżęciu).
Zauważyłem, że kiedy mi nie rośnie wiersz, a tylko kolejność i już tracę pewność, czy był powód – bo nieraz wystarczy jeden większy element, nieraz kilka elementów prowadzących do zadziałania razem na końcu – kiedy więc w tym ciągu dalszym, końcowym nagle zjawi się coś wizyjniejszego i ja staram się tym skręcić ostatecznie wiersz, ukręcić, a nie wiem ostatecznie co, jak, nagle okręca mi się to słowami w dużą sprężynę, monumentalnieje. A więc złapałem to konieczne. Albo wypuściłem, bo dostałem skrzydeł.

____________________________

Miron Białoszewski – Tajny dziennik

nie ma sensu czytać tyle, mówi Białoszewski >>

Było to w czasie, kiedy malowałam sny kredkami bambino, malowanie jest dla mnie za trudne, przeszłam na szkice, mapy snów, przy okazji odkryłam na nowo jak powstają wizje.  W jakiś czas potem czytałam „Wizje”Junga i natknęłam się na opis dokładny, nawiasem mówiąc sądzę, że wszystkie dzieci to wiedzą, ale dorośli zapominają w okamgnieniu i myślą, że się zwariowało.
Jung opowiedział swoją historię o tym, jak uruchamiają się wizje. Sen pamiętany jest jak kadr z filmu, jak pocztówka od nieświadomości: raczej nieruchomo. Można go rozwijać na jawie, od miejsca, gdzie zauważymy czy zapamiętamy ruch, ruch jest energią i prowadzi, wizje są ruchome.

Chciałbym wam tu opowiedzieć o własnym przeżyciu z czasu, gdy byłem małym chłopcem, jeszcze nie chodziłem do szkoły. Co tydzień w niedzielę spędzałem ranek u starej ciotki, która miała staromodny salon z cudownymi miedziorytami. Zawsze spoglądałem na nie z ogromnym zainteresowaniem. Jeden przedstawiał wiejską plebanię: z budynku probostwa wychodził pastor w sutannie – najwyraźniej udawał się do kościoła; właśnie zatrzasnął drzwi, schodził po schodach na drogę. Przypatrywałem się mu z wielką uwagą, ponieważ był to taki interesujący staruszek. Pewnego razu stwierdziłem, że naprawdę porusza się, że schodzi po schodach. Zawołałem do ciotki: „On idzie!”. Ciotka stwierdziła rzecz jasna, że to niemożliwe. „Ale ja widzę, jak on idzie, on z pewnością schodzi po stopniach!”. Po owym incydencie co tydzień w niedzielę miałem frajdę patrząc, jak staruszek schodzi po schodach. Jeśli dostatecznie długo będziecie się wpatrywali w obraz, przekonacie się, że on ożywa. Jeśli nie zacznie żyć, to oznacza to, że popełniliście jakiś błąd, że niedostatecznie przenieśliscie sie w obraz. Z tego względu Starożytni byli przekonani, że posąg boga coś mówi czy porusza głową, mimo że był to bożek wyryty w kamieniu. Ludzie płacili ciężkie pieniądze, by móc wspiąć się po drabinie i szepnąć bogu do ucha coś, co leżało im na sercu, byli bowiem przekonani, że bóg usłyszy i udzieli odpowiedzi, czy że w każdym razie ruszy głową. Znamy niezliczenie wiele historii o tym, jak obraz czy posąg odpowiedział swemu wyznawcy.

______________________________
C.G. Jung – Wizje t.1 str 167

Próba techniczna.
W „Pergamonii” było takie zdanie:
Pergamonia jest piękna i naznaczona posmakiem wieczności.
Ten bohomaz jest na pochmurność dzisiejszego dnia, Pergamonia nie ma z nim nic wspólnego.

 

jeszcze nie ośmieliłam się w śnieniu świata spisać snów o świecie, tam też jest świat, o czym wszyscy wiedzą, ale traktuje się go jak pustkę bez treści życia: tak nie jest.

absolutorium dla snów było już dawno, pierwszy ślad w Praobrazach:

W miejscu gęstej, słonecznej zieleni,
w tajemniczym zakątku ciemnym i jasnym równocześnie,
czekamy, aż otworzy się przejście.
Żelazna krata z wąskimi strugami rdzy trochę skrzypi.
Wewnątrz miejsce zawiera gabinet, siłownię, pracownię,
szarą, miękko wyłożoną klatkę.
Coś się tutaj odbywało i przestało?
Wyścig szczurów?
Seminarium pod nazwą „Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś”?
Demonstracje przypadków, omawianie prac, prac opartych na faktach?
Przechodzi profesorka w białym fartuchu.
Mówi, że następnym razem mogłabym już przynieść
do przejrzenia swoje „Absolutorium dla snów”,
bo najprawdopodobniej dość dużo napisałam,
ale mówię: nie, to dla mnie za wcześnie, jeszcze nie czas.
Profesorka wychodzi, zamyka za sobą drzwi.
Wtedy myślę, że jesteśmy we śnie,
a w snach wiedzę ma kto inny niż ja.

Teraz czas na sny o świecie.

10 rocznica na WordPress.com
Twoja rocznica na WordPress.com! Wszystkiego najlepszego!
Zarejestrowałeś się na WordPress.com 10 lat temu.
Dziękujemy, że latasz z nami. Życzymy powodzenia w prowadzeniu bloga!
była wtedy olimpiada chińska pod hasłem one world, one dream, w niebezpieczeństwie takiego myślenia zrobiłam ten blog, tego samego dnia wybuchła wojna w Gruzji, a dokładnie w Osetii Południowej, teraz nazywana małą wojną, były igrzyska i była wojna, notowałam te równoczesne wydarzenia, a świat był coraz dalszy od wspólnego snu.
tych zapisków już tu nie ma, były czytane jak nienormalne sprawozdania z olimpiady w Pekinie, opatrzone zdjęciami z Gruzji.
resztę wydarzeń 2008r opisałam w „Praobrazach”, jest tam również parę zdań o tym:

W książce Jung Chang[1] czytam o Mandżurii po drugiej wojnie światowej, przechodzą tędy kolejno wojska japońskie, sowieckie, komuniści i Guomintang. Przy okazji dowiaduję się, że po chińsku jedność i okrągłość są tym samym. Zawołanie olimpiady pekińskiej brzmi: Jeden świat, jedno marzenie, a tego się boję. To pomysł spoza praw ducha i fizyki. Więcej o tym w „Tao Te King”. Jedność to nie jednakowość. Tam, gdzie są igrzyska, może być też wojna. I rzeczywiście, natychmiast wybucha wojna w Gruzji. Świat i ludzie, mówiła malarka paznokci, kiedy miała wszystkiego dość.

[1]  Jung Chang – Dzikie łabędzie

_______________________________________

Praobrazy

na wczoraj, nie zdążyłam, przyśnił mi się alarm

napisała Anna Świrszczyńska

Widziałem go i pozwalałem, by przeszedł jak cień przez moje życie. Łatwiej byłoby go nienawidzić, mieć mu za złe i pielęgnować w sobie żądzę zemsty. Jednak w łatwości tej kryła się pulapka: jeśli człowiek dopuści do siebie nienawiść, nienawiść zatruje mu krew i go zabije.

Potem widziałem sylwetki i duchy tych, którzy wciągnęli nas w to bagno. Nie wszyscy byli martwi. Kilku oficerom udało się ocaleć dzięki własnej przebiegłości. Do nich też nie miałem żalu. Byli doskonałymi kanaliami. Nie miałem wrogów. Nie wzmacniałem już moich złych skłonności. Zrozumiałem, jak bardzo męczące było krojenie na plasterki moich oprawców. Postanowiłam, że nie będę się już nimi zajmował. W ten sposób pozbyłem się ich, co równało się uśmierceniu, tyle że bez brudzenia sobie rąk i bez ciągłego roztrząsania możliwości odpłacenia im takim samym nieszczęściem, na jakie mnie skazali.

Musiałem ostatecznie pokonać myśl o zemście. Przekroczyć ją. Nie podsycać jej płomienia. Bo zemsta miała ostry zapach śmierci i nie rozwiązywała żadnego problemu. Na próżno szukałem – nie znajdowałem już nikogo, kogo mógłbym nienawidzieć. Oznaczało to powrót do stanu, który uwielbiałem ponad wszystko: do wolności.

[dzieje się to w tajnym, podziemnym więzieniu Tazmamart, tutaj informacje o książce https://www.karakter.pl/ksiazki/to-oslepiajace-nieobecne-swiatlo-2018 ]

____________________________________________

Tahar Ben Jelloun – To oślepiające, nieobecne światło

Teraz już wiemy, że dla ludzkości pojmowanej jako całość, Lądowanie przeszło w gruncie rzeczy bez śladu. Dla ludzkości zresztą wszystko mija bez śladu. Oczywiście, niewykluczone, że wyciągając na ślepo kasztany z tego ognia, koniec końców wyciągniemy coś takiego, co sprawi, że życie na naszej planecie stanie się w ogóle niemożliwe. To naturalnie będzie pech. Jednakże chyba zgodzisz się ze mną, że coś podobnego zagrażało ludzkości zawsze (…). Ludzkość, pojmowana jako całość, jest zbyt stacjonarnym układem – nie ma sposobu, aby ją ruszyć z miejsca.

______________________________

Arkadij i Borys Strugaccy – Piknik na skraju drogi